Jedz i zmieniaj świat – recenzja Dziennika Rolniczego

dziennik-rolniczy1Spora część żywnościowych rewolucjonistów kiedyś zajadała się stekami, uwielbiała lody i chipsy. Co spowodowało, że diametralnie zmienili swoją dietę? „Głosy rewolucji żywnościowej” to 21 rozmów z ludźmi, którzy są przekonani, że od tego jak jemy zależy nie tylko nasze zdrowie, ale również losy świata.

John Robbins – spadkobierca imperium lodowego, który odrzucił rodzinną spuściznę i wytoczył wojnę przemysłowi spożywczemu oraz jego syn – Ocean Robbins napisali dość irytującą książkę. Z pewnością to efekt zamierzony, mający na celu wypchnięcie czytelników ze sfery komfortu, wstrząśnięcie i zainspirowanie do zmian. Neutralnego odbiorcę razić może jednak stylistyka „dawania świadectwa”, w jaką popadają momentami ich rozmówcy.

O jedzeniu można mówić w wielu aspektach, więc książkę podzielono na bloki tematyczne. Zaczyna się bardzo pragmatycznie – od debaty nad zdrowotnością przyjmowanych przez nas pokarmów. Czterech amerykańskich lekarzy i profesor biologii udowadniają, że to przede wszystkim złe żywienie wpędza nas w choroby cywilizacyjne. I pomimo sporego radykalizmu ich wypowiedzi, trudno nie przyznać im racji. Zaraz potem Jeffrey Smith – autor „Nasion kłamstwa” biblii ruchów anty-GMO oraz dr Vandana Shiva – indyjska działaczka na rzecz środowiska demaskują zagrożenia, jakie niosą ze sobą modyfikacje genetyczne roślin.

Jeśli nie wyrzucimy z lodówki mięsa i nabiału ze względów zdrowotnych, prawdopodobnie zachęcą nas do tego rozmowy na temat środowiska. Dowiemy się m.in., jaki związek ma intensywna hodowla krów z efektem cieplarnianym oraz „jak przestać żywić się nieszczęściem i wyglądać bajecznie”. Wprowadzając w życie nową politykę zakupową nie warto być jednak bezkrytycznym. Ronnie Cummins, założyciel Stowarzyszenia Konsumentów Organicznych, ostrzega przed „ekościemą” dostępną czasami na półkach ze zdrową żywnością. Na koniec – wyższy stopień rewolucyjnego zaawansowania – rozważania na temat duchowych aspektów żywnościowych wyborów.

Warto tę książkę przeczytać, choćby po to, aby dotrzeć do jednego prostego zdania, które jest dla mnie kwintesencją racjonalnego, pro-ekologicznego odżywiania: „Jeśli będziesz jadał żywność lokalną, twoje posiłki będą świeższe, oszczędzi się na środkach transportu, twój ślad węglowy zmniejszy się, a twoje źródło zaopatrzenia będzie bardziej pewne”. Proste, prawda? Mówi to Nikki Henderson, która w Oakland (USA) walczy o dostęp do świeżej żywności na terenie, gdzie jeszcze do niedawna było 50 monopolowych i ani jednego dużego sklepu spożywczego… Przypomina mi to trochę krakowskie osiedle, na którym mieszkam. Piwo można tu kupić 24 godziny na dobę, ale po świeżą, ekologiczną i lokalną marchewkę trzeba jechać przez pół miasta w sobotni poranek. Tutaj też przydałaby się rewolucja…

Natalia Adamska-Golińska, „Jedz i zmieniaj świat”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *